Od samego początku wiedziałam, że to będą najtrudniejsze i najbardziej wymagające Przyjemności ze wszystkich – będą to bowiem dwie historie jednego człowieka, a mianowicie Adama. Po dłuższym zastanowieniu jednak stwierdzam, że nie powinno mnie to dziwić ani trochę, bo Adama poznałam nie raz, a dwa razy, przez wiele tygodni nie zdając sobie sprawy, że w obu sytuacjach to była ta sama osoba. Co więcej – można go znaleźć w innym moim reportażu! Ale o tym innym razem…
Adam jest zawodowym tancerzem i instruktorem tańca towarzyskiego. Jasne więc dla mnie było, że skoro ma możliwość żyć swoją pasją, to właśnie taniec będzie tematem przewodnim naszej sesji. Bez ogródek zaproponowałam mu udział w “Samych Przyjemnościach”, dobitnie sugerując, że będziemy fotografować właśnie taniec. Dopiero po kilku miesiącach, dopinając terminy, zreflektowałam się, że może wcale taniec nie jest dla Adama przyjemnością, skoro ma go na co dzień w takich ilościach, a ten, zapytany, co lubi robić najbardziej, odparł “KOCHAM BOKS!”
…
…
…
Słyszycie tę ciszę? To się nazywa SZOK i osłupienie, bo nigdy w życiu nie połączyłabym tańca towarzyskiego z boksem! W moich zaściankowych oczach są to dziedziny sportu tak bardzo różniące się od siebie, że wręcz nierealne do połączenia! A jednak! Decyzja zapadła od razu – robimy dwie sesje! Co więcej! Żeby spotkanie z moim obiektywem było prawdziwą przyjemnością dla Adama, postanowił zaprosić do boksowania swojego przyjaciela – Mateusza, którego notabene, również już wcześniej poznałam!
I przyszła upalna, lipcowa sobota. Przyjechałam na salę treningową, a tam Adam – elegancki, przystrzyżony i super spięty, gotowy do swojego treningu. Już wtedy wiedziałam, że nie będzie łatwo. Głośna muzyka nie pozwalała na rozmowę, na sali nie było prawie żadnych detali, do których ZAWSZE przywiązuję ogromną uwagę, i które kocham całym sercem; małe okna, przez które prawie nie wpadało światło dzienne, na zewnątrz tylko głośna ulica. Nie pozostało nic innego, jak skupić się wyłącznie na Adamie. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, co to oznaczało i dla mnie i dla mojego modela – przez cały czas czuł “mój wzrok” na sobie, bez chwili oddechu. Na swoich sesjach ZAWSZE, kiedy czuję, że fotografowane przeze mnie osoby są już, delikatnie mówiąc, zmęczone samą świadomością, że są cały czas na celowniku mojego obiektywu, staram się uciekać gdzieś na bok, odejść na chwilę, skupiać się na detalach, na ogrodzie, otoczeniu itp., żeby pozwolić im odpocząć od siebie. Tym razem nie było ucieczki. Kombinowaliśmy na różne sposoby – nawet Adam znalazł i przyniósł drabinę, żeby “urozmaicić” trochę kadry. Temperatura powietrza też nie pomagała, ale żadne z nas się nie poddało, wiedząc, że czeka jeszcze druga część sesji. I kiedy tylko upewniliśmy się, że możemy skończyć część taneczną, kiedy przyszedł Mateusz, kiedy Adam się przebrał i przygotował worek treningowy i inne akcesoria, pojawił się inny trener tańca ze swoją parą i znowu trzeba było kombinować. Uciekliśmy więc w trójkę na boisko pobliskiej szkoły i tam Adam mógł wreszcie odetchnąć – w końcu nie był jedynym “obiektem na moim celowniku”. I nie wiem, czy to ten boks, który Adam tak uwielbia, czy to obecność przyjaciela, ale w końcu chyba “Same Przyjemności” stały się prawdziwą przyjemnością dla Adama. I pomimo końcowego sparingu chłopaków, ciężkiego wysiłku (jak na takie warunki pogodowe), to Adam w końcu odpuścił i zaczął korzystać z tego czasu, zwyczajnie się nim ciesząc, co chyba można zobaczyć również na poniższych zdjęciach.
Dzięki, Adam, że postanowiłeś wyjść ze swojej strefy komfortu i stanąłeś przed moim obiektywem. I mam nadzieję, że to spotkanie, mimo wszelkich przeciwności, nie okazało się jedynie wątpliwą przyjemnością 😉