Przyjemności Marysi

Warszawa 2023

maria

Kiedy napisałam do Marysi z propozycją wzięcia udziału w projekcie “Same Przyjemności”, odpowiedź w stylu “Jestem jak najbardziej za! Tym bardziej, że moimi modelami będą raczej wdzięczne istoty, bo kocham zajmować się roślinami!” dostałam dosłownie po kilku minutach. Od razu ustaliłyśmy, że będzie to przesadzanie kwiatów i wiosenne porządki w doniczkach. Mi oczywiście dwa razy nie trzeba proponować, żeby sfotografować rośliny, bo kocham je całym swoim małym sercem! A że z Marysią miałam możliwość już pracować przy okazji pewnego zlecenia fotograficznego i wiedziałam, jaka jest fotogeniczna i jak dobrze się rozumiemy, ze spokojem kilka dni temu pojechałam do Warszawy na naszą umówioną wcześniej sesję. 
 
Okazało się jednak, że tylko ja byłam taka spokojna. Marysia wieczór przed sesją zaczęła się stresować, że pogoda nie dopisze, że kwiatów nie będzie można przesadzić, że nie będzie czego pokazać na zdjęciach itd.itp. I pierwsza moja myśl, kiedy przeczytałam pełną niepokoju wiadomość od Marysi – wszystko wzięło w łeb. Jeśli sesji ma towarzyszyć stres, to jaka w tym przyjemność? Przecież zgubi się cały sens i zamysł mojego projektu. Przecież każde moje spotkanie z osobami, które fotografuję miało być z założenia czasem poświęconym sobie i właśnie przyjemności. 
 
W piątek rano dotarłam do Warszawy i szybko okazało się, że nie tylko pogoda dopisała, ale było super ciepło, a Marysia zdążyła pojechać po nowe kwiaty do donic balkonowych. Po pogaduchach i herbacie wzięłyśmy się obie do pracy. Marysia pieliła, przesadzała kwiaty i zachęcała swojego psa do pozowania, kiedy ja uwieczniałam wszystko w swoich kadrach. Szybka akcja – 20 minut i było po wszystkim. 
 
Ale najlepsze okazało się czekać na nas w pokoju Marysi, kiedy wróciłyśmy z balkonu lekko oprószone ziemią. Marysia zaczęła opowiadać mi o kwiatach, o tym, jak kocha je uprawiać od małych odnóżek, hodować i doglądać procesu ich wzrastania. Pokazywała mi każdy okaz i opowiadała, jak się nazywa, skąd go ma i jak o niego dbać. I wtedy dopiero zobaczyłam na własne oczy tę przyjemność Marysi i to, jak świecą się jej oczy na widok tych maleństw. W każdym jej słowie czuć było prawdziwą pasję. Mam nadzieję, że i Wy ją zobaczycie na moich zdjęciach. 
 
Dzięki, Marysiu, że wpuściłaś mnie do swojego botanicznego świata 🙂