Muszę zacząć od tego, że Rafał jest moim serdecznym przyjacielem. Od wielu, wielu lat wspiera mnie w każdym momencie mojego życia, w każdej decyzji, w każdej sytuacji. I mogę szczerze przyznać, że nie znam drugiej osoby, która z tak otwartym sercem chciałaby pomagać innym. I tak też i mi Rafał pomógł parę lat temu, kiedy, zajmując się fotografią ślubną, uwierzył w moje umiejętności, w moje “oko” izabrał mnie na kilka ślubów jako drugiego fotografa. Śmiało mogę powiedzieć, że w ogromnej mierze to właśnie dzięki Rafałowi mogę się dziś realizować w tym, co tak bardzo kocham. Zawsze się śmialiśmy z Rafałem, że muszę mu wybudować pomnik za to, co dla mnie zrobił. I oto jest – mój pomnik dla Rafała.
Dlatego też, kiedy wpadłam na pomysł projektu “Same Przyjemności” Rafał był pierwszą osobą, do której napisałam, i którą zaprosiłam do współpracy. A znając go bardzo dobrze, w ciemno strzelałam, że jego przyjemnością będzie właśnie gotowanie. Całe szczęście – nie musiałam go długo przekonywać – od razu złapał bakcyla.
Pod koniec lutego pojechałam do Warszawy, żeby wykonać sesję kulinarną Rafała – dla mnie to była całkowita nowość, bo nigdy wcześniej nie miałam okazji fotografować ani jedzenia, ani tym bardziej procesu jego powstawania. Dla Rafała natomiast nowością było stanie przed obiektywem, a nie za nim, jak to robił przez lata.
Ale najważniejsze było to, co Rafał opowiadał mi podczas gotowania. O tym, że gotowanie samo w sobie jest dla niego ogromną przyjemnością, ale to gotowanie RAZEM, czy też DLA KOGOŚ jest najważniejsze. I widać to nawet w moich kadrach. Na początku, kiedy Rodzina Rafała zostawiła nas samych w mieszkaniu, żebyśmy na spokojnie mogli zająć się projektem, Rafał był niesamowicie precyzyjny i skupiony na potrawach. Wręcz z namaszczeniem wykonywał każdy kolejny krok z przepisu Jamiego Olivera. I na pewno była to przyjemność, ale kiedy jego dziewczyny wróciły do domu, wrócił również uśmiech na jego twarzy. I pewnie, zaczął się chaos, córa zaczęła plątać się pod nogami, ale gołym okiem było widać, że to gotowanie nabrało większego sensu.
W tym konkretnym przypadku mojego projektu pojawił się nowy aspekt przyjemności – ktoś później musiał zjeść to, co Rafał ugotował 😉 przysięgam – było pysznie!
A teraz chodźcie obejrzeć kolejną historię z cyklu “Samych Przyjemności”. Koniecznie z dźwiękiem 😉